Porażka jako alarm w głowie
Porażka uruchamia w organizmie tryb alarmowy. Pojawia się napięcie, szybszy oddech, spięte mięśnie. Umysł szuka przyczyny i winnego. Uwaga przykleja się do detalu, do jednego zdania, do jednego spojrzenia. Sukces nie daje takiego sygnału zagrożenia. Sukces bywa cichy i krótki.
Negatywne wydarzenia mają wyższą „głośność” emocji. Wstyd i strach zostawiają ślad w ciele. Złość dodaje energii do analizowania sytuacji. Poczucie straty podkręca potrzebę kontroli. W takiej atmosferze pamięć pracuje intensywnie. Mózg buduje mapę ryzyka. Na tej mapie porażka ma wyraźny znacznik.
Dochodzi efekt kontrastu. Jedno potknięcie zaciera obraz wielu poprawnych ruchów. Pojawia się myśl o „prawdziwym wyniku” i „prawdziwym ja”. To myśl o tożsamości, nie o zdarzeniu. Człowiek zaczyna interpretować dzień przez pryzmat jednego momentu. Tak działa opowieść wewnętrzna. Dla rozrywki bywa podobnie, nawet przy czymś tak prostym jak krótka gra lub zakład na stronie https://wbetz.pl/pl-pl/.
Pamięć nie jest archiwum, tylko montażownią
Umysł nie przechowuje życia jak nagranie z kamery. Umysł składa historię z fragmentów. Wybiera sceny o najwyższym ładunku emocjonalnym. Wybiera sceny powiązane z poczuciem zagrożenia. Potem dokleja znaczenie. Tak powstaje wspomnienie.
Sukces często trafia do szuflady „to normalne”. Wykonane zadanie bywa traktowane jak obowiązek. Dobra rozmowa bywa uznana za przypadek. Pochwała czasem nie przebija się przez sceptycyzm. Porażka dostaje etykietę „ważne”. Porażka wywołuje pytanie: „co to mówi o mnie?”. To pytanie napędza zapamiętywanie.
Ważną rolę odgrywa ruminacja, czyli mielnie tematu w głowie. Człowiek wraca do błędu w drodze do domu. Człowiek wraca do błędu pod prysznicem. Człowiek wraca do błędu przed snem. Każdy powrót wzmacnia ścieżkę pamięci. Sukces ma mniej takich powtórek. Sukces zamyka się szybciej, bo nie ma „problemu do rozwiązania”.
Perfekcjonizm, wstyd i porównania
Otoczenie uczy oceniania od najmłodszych lat. Ocena w szkole, ranking, komentarz w domu. Potem przychodzi praca i media społecznościowe. Pojawia się presja wizerunku. Pojawia się lęk przed etykietą „nieudacznik”. To lęk społeczny, nawet bez widowni.
Wstyd działa jak lupa. Wstyd skupia światło na jednym potknięciu. Wstyd podpowiada, że inni to widzą. Wstyd tworzy scenariusze rozmów. Wstyd wyciąga stare porażki i dokłada je do nowej. Z takiej mieszanki powstaje ciężar, nie tylko wspomnienie. Człowiek zaczyna unikać sytuacji, w rodzinie, w pracy, w relacjach.
Dochodzi mechanizm atrybucji. Sukces bywa przypisywany szczęściu, okolicznościom, pomocy innych. Porażka bywa przypisywana charakterowi i brakom. Taki schemat wzmacnia negatywną pamięć. Taki schemat osłabia poczucie wpływu. Na końcu pojawia się porównanie z innymi. Porównanie prawie zawsze kończy się na niekorzyść, bo widać cudze efekty, a czuć własne wątpliwości.
Jak nie dać porażkom przejąć narracji o sobie
Potrzebne jest świadome „utrwalanie” sukcesów. Wystarczy krótka notatka po dniu. Wystarczy jedno zdanie o tym, co się udało. Wystarczy nazwanie wysiłku, nie tylko wyniku. Tak powstaje przeciwwaga dla alarmów. Tak powstaje materiał do realnej samooceny.
Pomaga rozdzielenie faktów od interpretacji. Fakt: „nie wyszło”. Interpretacja: „zawsze psuję”. Fakt: „usłyszałem krytykę”. Interpretacja: „nikt mnie nie szanuje”. Taki podział studzi emocje. Taki podział przywraca proporcje. Potem można zadać pytanie o wpływ. „Co zależało ode mnie?” i „co zrobię inaczej następnym razem?”. To pytania o działanie, nie o karę.
Warto zadbać o język wewnętrzny. Potrzebne są zdania proste i życzliwe. „To był błąd” brzmi inaczej niż „to ja jestem błędem”. Pomaga też kontakt z ciałem. Spacer, oddech, sen, ruch. Regeneracja obniża poziom napięcia. W niskim napięciu porażka traci ostre krawędzie. W niskim napięciu sukces łatwiej zostaje w pamięci na dłużej.
|
|
|
|
|
|

